Obecnie, jak zdążyłam zaobserwować jest wielka moda na wplatanie w spektakle sceniczne dostępnych wizualizacji oferowanych przez możliwości multimedialne współczesnego świata. To zupełnie nowa linia w tych obrębach sztuki. New bad line. Nie obce są nam zatem: rzutniki i wyświetlane na nich filmy, zdjęcia, które uatrakcyjniają samą grę aktorską, zabawa dźwiękiem, zabawa światłem. Zabiegi te, stały się bardzo powszechne w przedstawieniach Mai Kleczewskiej, czy Krzysztofa Warlikowskiego. Reżyserowie i scenarzyści coraz bardziej otwierają się na wykorzystywanie na scenie środków nowych technologii, a przez to współczesny teatr zasadniczo różnic się od tego, który znany był jeszcze 15 lat temu, wg mnie jest to łamanie dystansu pomiędzy wydarzeniem scenicznym, a światem rzeczywistym. Jeśli chodzi o same teksty dramatów współczesnych, niestety nie udało mi się dotrzeć do źródeł, ze względu na to, że większość spektakli z wykorzystaniem nowych technologii to interpretacje klasyków. Tak, czy inaczej wnioskuję, że podstawowa zasada pisania sztuk teatralnych pozostaje niezmienna. Autor tekstu już od pierwszej chwili wymyśla całą sytuacje, widzi ją oczami wyobraźni i zarysowuje na tekście dialogów, uzupełnia didaskaliami. New bad line dla mnie, to dzisiejsza konwencja udziwnień sztuk, które za wszelką cenę próbuje pozbawić się prostoty i piękna, ale odpowiednio wykorzystana powinna dać się polubić.
